Dwóch trzydziestolatków szło krętą ścieżką do
dość oryginalnego budynku. Wyglądał on jak szklana piramida wokół, której rosły
dziwne, kolorowe rośliny, przy furtce stała tabliczka z napisem „Uwaga na
sterowalne śliwki”.
-
Hym… Luna się nieźle urządziła. -
powiedział niższy z mężczyzn. Miał on
kruczoczarne, rozczochrane włosy, z pod okularów było widać jego zielone oczy, na czole miał coś co sprawiło, że już jako
niemowlak stał się znany w całym świecie czarodziejów.
Była to cienka blizna o kształcie błyskawicy,
pamiątka po nieudanej próbie zabicia go przez Lorda Voldemorta.
- Ta… pasuje to do niej, nawet gdybym nie wiedział, że to jej dom łatwo bym się domyślił. - odezwał się drugi. Był wyższy od pierwszego prawie o głowę, długi nos miał obsypany piegami, które miały taki sam kolor jak jego rude włosy, na świat patrzył niebieskimi oczami.
Nagle stanęli w połowie drogi do drzwi, w wejściu stała długowłosa kobieta, miała platynowe włosy i nieobecny wyraz twarzy.
- O! Harry, Ron już jesteście. Chodźcie za mną. - powiedziała radosnym tonem i nie czekając na jakąkolwiek reakcję gości weszła do środka.
- Ta… pasuje to do niej, nawet gdybym nie wiedział, że to jej dom łatwo bym się domyślił. - odezwał się drugi. Był wyższy od pierwszego prawie o głowę, długi nos miał obsypany piegami, które miały taki sam kolor jak jego rude włosy, na świat patrzył niebieskimi oczami.
Nagle stanęli w połowie drogi do drzwi, w wejściu stała długowłosa kobieta, miała platynowe włosy i nieobecny wyraz twarzy.
- O! Harry, Ron już jesteście. Chodźcie za mną. - powiedziała radosnym tonem i nie czekając na jakąkolwiek reakcję gości weszła do środka.
* * *
Siedzieli w salonie domu Luny Lovegood, wszystko
wyglądało jak nie z tej planety. Duża, brązowa kanapa ze skóry, na której siedzieli oraz dwa fotele, jeden czerwony a drugi zielony stały przy
drewnianym stole, naprzeciwko nich wstawiony był blaszany kominek, który wyglądał jakby wczoraj zabrano go z huty. Ściany były poobklejane obrazkami różnych
zwierząt i roślin, których ani Harry ani Ron nigdy nie widzieli.
Przy ścianach stało wiele szafek zawalonych
książkami oraz różnymi sprzętami z niewiadomym pochodzeniem i zastosowaniem.
Wszystko tak do siebie nie pasowało, że było idealne dla Luny, która siedziała
na fotelu popijając wywar z tylko bulwy i bawiąc się swoim kolczykiem – wiśnią.
- Całkiem ładne mieszkanie. - powiedział Harry upijając łyk naparu tykobulwy z kieliszka.
- Podoba ci się? – zapytała z uśmiechem Luna.
- Tak, bardzo do ciebie pasuje.
- Też tak uważam. – dodał Ron, poczym zapanowało krótkie milczenie, które przerwała Luna nieprzytomnym głosem.
- Harry. Zastanawiasz się czasami jak wyglądałoby nasze życie gdyby w Hogwarcie była jeszcze jedna bardzo ważna osoba?
- Nie do końca rozumiem co masz na myśli.
- Mogę pokazać ci, wszystko oczami tej ważnej osoby, tej której wcześniej nie było.
- Jak chcesz to zrobić?
- Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mogę pokazać. Chcesz?
- Dobrze, pokaż nam. - odparł Harry.
Luna wstała i wyjęła różdżkę z kieszeni.
- Nie! Lepiej dajmy sobie z tym spokój. Harry, powinniśmy już iść, a ty Luno nie rób tego, nie wiadomo co się może stać. – próbował zatrzymać Lunę Ron ale ona już wyszeptała zaklęcie, którego nie zrozumieli. Nagle zgasły światła i cała trójka pogrążyła się w ciemności, kilka sekund później świat zaczął wirować wokół nich. Po chwili wszyscy stracili przytomność i zniknęli.
- Całkiem ładne mieszkanie. - powiedział Harry upijając łyk naparu tykobulwy z kieliszka.
- Podoba ci się? – zapytała z uśmiechem Luna.
- Tak, bardzo do ciebie pasuje.
- Też tak uważam. – dodał Ron, poczym zapanowało krótkie milczenie, które przerwała Luna nieprzytomnym głosem.
- Harry. Zastanawiasz się czasami jak wyglądałoby nasze życie gdyby w Hogwarcie była jeszcze jedna bardzo ważna osoba?
- Nie do końca rozumiem co masz na myśli.
- Mogę pokazać ci, wszystko oczami tej ważnej osoby, tej której wcześniej nie było.
- Jak chcesz to zrobić?
- Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale mogę pokazać. Chcesz?
- Dobrze, pokaż nam. - odparł Harry.
Luna wstała i wyjęła różdżkę z kieszeni.
- Nie! Lepiej dajmy sobie z tym spokój. Harry, powinniśmy już iść, a ty Luno nie rób tego, nie wiadomo co się może stać. – próbował zatrzymać Lunę Ron ale ona już wyszeptała zaklęcie, którego nie zrozumieli. Nagle zgasły światła i cała trójka pogrążyła się w ciemności, kilka sekund później świat zaczął wirować wokół nich. Po chwili wszyscy stracili przytomność i zniknęli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz